Arch Linux - pierwsze wrażenia08-03
2008
Archa poznałem przy okazji testowania colinuksa (o tym drugim jeszcze pewnie kiedyś napiszę). Na początek był takim małym brzydkim kaczątkiem, które odstawiłem na dobre pół roku (jak to zwykle bywa z dobrymi rzeczami) - w międzyczasie colinux przemielił debiana, gentoo,fedorę i ubuntu i o archu zdążyłem zapomnieć. Ciekawość jak to (znowu) zwykle wygrała z przyzwyczajeniem. I co? I warto było się przesiąść :-)
Czym jest Arch? Dla mnie stanowi swego rodzaju gentoo połączone z dużą ilością binarek (coś, czego w gentoo zawsze mi brakowało). Niee, to nie znaczy że gentoo jest do bani, ale chyba już trochę wyrosłem z kompilowania co jakiś czas kernela (poza tym o dziwo lepiej działało u mnie stare gentoo '04 niż nowsze wydania).
Arch jest dystrybucją "buziakową" - główną ideą jaka przyświecała twórcom było KISS, czyli Keep It Stupid Simple (lub coś w tym guście). Jednak wbrew pozorom nie chodzi o to, że wszystko jest podane na tacy, z kupą kreatorów (i kreatur)... Bardzo dużo rzeczy robi się w archu za pomocą konsoli. Jest to wszystko jednak ładnie opisane, główne ustawienia zostały zapisane tylko w kilku plikach, co ułatwia zarządzanie całością i w tym sensie praca z archem jest naprawdę prosta. Kolejną cechą jest odchudzenie z dokumentacji i zbędnych plików - oprócz mana nie uświadczysz zbyt wiele tekstu, ale autorzy zakładają, że skoro instalujesz system, który co rusz aktualizuje pliki, to masz dostęp do internetu, a co za tym idzie - możesz poszukać rozwiązania swojego problemu np. na forum archa :-)
W porównaniu z np. Ubuntu arch jest mniej przeładowany - start do ekranu logowania zajmuje ok. 35 sekund, w podobnym czasie podnosi się xp. Ubuntu u mnie niestety startuje przeszło minutę, głównie przez montowanie partycji... Plus stanowi fakt, iż goły system zawiera tylko najpotrzebniejsze usługi - instalacja dodatkowych sterowników/usług nie powoduje automatycznego dodania ich przy starcie. Z jednej strony użytkownik sam musi zadbać o ich dodanie (chwilka pracy w edytorze), ale z drugiej pozwala uzyskać większą kontrolę nad tym, co odpala się w systemie - nie mówiąc już o szybkości...
Za archem przemawiają jeszcze dwie rzeczy - jest to dystrybucja szybko i często aktualizowana, porównywalnie zapewne z gentoo. Liczba pakietów binarnych jest oczywiście mniejsza niż bazy pakietów w ubuntu, ale i tak jest ich więcej niż na livecd gentoo. Dość często musiałem instalować pewne pakiety ze źródeł, które tutaj występują w dwóch formach - ABS (Automatic Build System - taki portage) oraz AUR, czyli bazie pkgbuildów, gdzie można ocenić np. przydatność danego pakietu. Samo kompilowanie przebiega bez większych problemów.
Drugim atutem archa jest KDEmod - jak piszą autorzy: "KDE na sterydach". W porównaniu ze zwykłym KDE to wydanie jest nieco zmienione - pewne pakiety zostały oddzielone od innych (w sensie zależności), dodano nowy temat graficzny (domino) plus kilkanaście łatek i usprawnień. W każdym razie - dzięki KDEmod na nowo polubiłem KDE :-)
Arch to również mnóstwo małych przyjemnych drobiazgów, których odkrywanie stanowi urok tej dystrybucji. Ot, chociażby splashy jako graficzny wypełniacz startu. Niby takie "nic", ale po przejedzonym już nieco upstarcie jest to miła i lekka odmiana.
Można by tak jeszcze długo pisać, ale... W największym skrócie - jeśli ubuntu daje Tobie za mało wrażeń, slack męczy, nie chcesz poświęcać się dla PLD, nie lubisz bawić się w kompilację praktycznie każdego programu czy biblioteki, to spróbuj archa - a nuż przekonasz się do tej nietypowej dystrybucji :-)

Autor: maciej
KomentarzeDodaj nowy komentarz
Brak komentarza